
Dziwi mnie niezmiernie, że film nie doczekał się jeszcze (i pewnie nigdy się nie doczeka) kinowej dystrybucji w Polsce. To mądre, solidne kino szpiegowskie, na dodatek zagrane przez doskonałych aktorów pierwszej wielkości. To może nie rewolucja w światopoglądzie kinomana, ale na pewno doskonale spędzone półtorej godziny. A o ilu filmach można to dzisiaj powiedzieć?
To także okazja do zobaczenia w kolejnej doskonałej roli Billa Nighy, wciąż jeszcze za mało docenianego za swoją absolutną wszechstronność, fantastyczny warsztat i przeżycie kinomana, którego doświadczamy, za każdym razem, kiedy aktor pojawia się na ekranie. Nighy gra Johnnego Worrickera, agenta MI5, doświadczonego, znającego się na swoim zawodzie profesjonalistę. Kiedy umiera szef i mentor Worrickera, ten wchodzi w posiadanie dokumentów mogących zagrozić nie tylko stabilności jego własnej instytucji, ale i całego rządu. Johnny zmuszony jest podjąć grę z wrogiem, którego nie przewidział. Pomoże mu w tym piękna i bardzo enigmatyczna sąsiadka Nancy Pierpan.
Lubię, kiedy powstaje takie kino szpiegowskie, będące idealną odskocznią dla przeładowanego efektami (chociaż też przecież rozrywkowego) Bonda. To nie tylko z nim powinien być kojarzony szpieg brytyjski. Worricker Bonda nie przypomina z wyglądu, jedynym jego gadżetem jest własny spryt i rozum, i to właśnie dzięki temu, gra z wrogiem staje się tak pasjonującym widowiskiem. Napięcie w filmie Davida Hare opiera się przede wszystkim na dialogach i wygłaszających je aktorach. To oni budują klimat tego, dziejącego się w zasadzie przede wszystkim we wnętrzach filmu. To dzięki ich mimice twarzy, ich możliwościom, my angażujemy się przed ekranem. A przyznać trzeba, że obsada jest imponująca. Nighy przewodzi grupie, w której odnajdziemy Rachel Weisz, Ralpha Fiennesa, Michaela Gambona, Saskię Reeves czy Felicity Jones. To oni biorą na siebie odpowiedzialność za scenariusz i doskonale wywiązują się ze swojego zadania. Ogląda się to z dużym zainteresowaniem, będąc uszczęśliwionym absolutnie niebanalnym końcem, który, sam w sobie z powodzeniem ustawia ten film na poziomie jednym z lepszych filmów szpiegowskich, jakie powstały w ciągu ostatnich kilku lat. Cudownie, że powstaje wciąż jeszcze takie mądre, ciekawe i angażujące kino, będące doskonałą przecież odskocznią dla filmów zbudowanych na koncepcji „łubu dubu”. Pamiętajcie o tym, kiedy do kin wejdzie następny Bond, a będzie to przecież jeszcze w tym roku.


Ale sensu i niestety scenariusza jest w tym filmie niewiele. Ma być efektownie, głośno, krwawo, najlepiej bardzo krwawo a główna bohaterka ma wyglądać pięknie. Beckinsale nie musi specjalnie się wysilać mimiką twarzy, tak samo jak grać nie muszą specjalnie inni aktorzy.
Więcej...

To im nie będzie przeszkadzać ruchoma kamera, zaburzająca całe widzenie, tak samo jak nie będą im przeszkadzać kloaczne żarty. Całkowicie pozbawione humoru, robione przez kalkę. Są po prostu do bólu oklepane, obrzydliwe, okropne, takie które nie rozśmieszą nikogo powyżej 15 roku życia. Wszystko sprowadza się oczywiście do seksu, nadmiernego picia, ekshibicjonizmu i narkotyków.
Więcej...

Film rozgrywany jest raczej obrazem niż dialogami. Spojrzenia, gesty – samo życie, nasycone czymś ważnym i jednocześnie całkowicie ulotnym. Główna bohaterka jest śliczna, pełna życia, emocje co chwilę zmieniają jej twarz jak światło powierzchnię wody. Nie ma tu psychoanalizy, ale jest wiele uczuć.
Więcej...

Ale sama fabuła pozostawia już trochę do życzenia, bo też film Heitora Dhalii jest podobny do tysięcy już chyba podobnych mu filmów sensacyjnych. Powiela szablony, powtarza schematy, robiąc to niestety w tak beznamiętny sposób, że trudno jest się zaangażować na dobre, a tym bardziej przejąć.
Więcej...

Ale sama gonitwa jest zupełnie pozbawiona jakichkolwiek emocji. Nie ma ich pomiędzy bohaterami, którzy nawet jeśli się starają, nie są w stanie wykrzesać z siebie wzajemnego zauroczenia, o filmowej chemii już nie mówiąc. Lepszy jest bezapelacyjnie Jason O’Mara, który góruje nad Heigl warsztatem.
Więcej...

To jeden z tych filmów, gdzie cały czas czuć, że zaraz, może już za sekundę, może za dwie coś się zdarzy, a wszystko osiągnięte jest minimalnymi, ale jakże potężnym środkami emocjonalnymi. Jak miło jest zobaczyć film miejscami naprawdę przerażający, gdzie nikt nie biega z siekierami, gdzie nie leje się krew, a po podłodze nie walają się flaki.
Więcej...

Lepiej więc patrzeć na film jako samodzielny byt. To jednak niewiele pomaga – ogląda się go naprawdę ciężko. Bardzo dużo tu okrucieństwa, bicia dzieci, zabijania i dręczenia zwierząt. Mówi się niewiele i raczej nic przyjemnego. Zdjęcia do filmu zdobyły kilka prestiżowych nagród, ale nie pomagają w odbiorze – przeważnie oglądamy albo zbliżenia wywołujące poczucie klaustrofobii, albo szerokie plany z zagubionymi ludzkimi sylwetkami.
Więcej...

Ile to już nastolatków/studentów zginęło w tych lasach i domkach, gdzie nie ma zasięgu telefonicznego, których nie łapie GPS, w głuszach w których wałęsają się potwory? Młodzi zjadani byli przez zombie, piranie, duchy, wampiry lub – jeśli mieli szczęście – zaledwie przez zwyczajnych, owładniętych żądzą krwi morderców.
Więcej...

Ale w gruncie rzeczy, z innych filmów wiadomo, że całość zależeć będzie od jednostki, a w tym wypadku jednostek. Będzie więc nasz bumelant, przechodzący w związku z inwazją (czy ktoś miał wątpliwości?) swoiste katharsis. Będzie weteran wojenny, pozbawiony na służbie nóg, który będzie musiał zrozumieć, że to nie od nóg zależy jego efektywność.
Więcej...

Nie ma w tym filmie słabego ogniwa. Potencjałem jest już na starcie sama fabuła, stwarzająca okazję do opowiedzenia historii dla każdego, historii z przesłaniem, serwowanym jednak subtelnie, prawie niezauważenie. Wielkie brawa dla Camerona Crowa za napisanie (wraz z Aline Brosh McKenną) historii prostej, uniwersalnej, poruszającej problemy każdego człowieka.
Więcej...

Kto kłamie, kto mówi prawdę, kto jest zły, a kto dobry – przez większość tego filmu można gryźć paznokcie z nerwów zadając sobie te pytania; niestety nie zawsze jest to komplement. Ponieważ oglądamy sporo filmów, przede wszystkim musimy męczyć się z pytaniem – kto nie żyje?
Więcej...

Od strony wizualnej trudno jest temu filmowi cokolwiek zarzucić, bo to bez wątpienia zrobione z rozmachem widowisko dla oka. Doskonale pokazany jest kontrast wsi i przepełnionej przepychem stolicy. Wrażenie podkreśla bardzo dobra, trochę karykaturalna (w pozytywnym sensie tego słowa) charakteryzacja niektórych bohaterów.
Więcej...

Są w tym filmie przeszkody, trudności, kłopoty. Jakiego by jednak nie były kalibru, zostają pokonane. Zamach na życie, porzucenie, zaginięcie na wojnie, sabotaż – to kłopoty, które znajdują rozwiązanie szybciej niż znika kropla wody rozlana na pustyni. Dlatego spokojnie można się wybrać na seans z wrażliwymi dziećmi, lękliwą kuzynką i chorującą na serce babcią.
Więcej...

Okropne jest w nim absolutnie wszystko. Scenariusz, będący marnym zlepkiem scen znanych z innych sensacyjnych filmów. Aktorstwo, bo nawet bardzo dobrzy aktorzy nie są w stanie wykrzesać z tej scenariuszowej szmiry nawet kawałka pozytywu. I chyba nawet im się nie chce.
Więcej...

W sumie w „Ministrze” najbardziej podobało mi się przeciwstawienie bezustannego rozgadania polityków z milczeniem bezrobotnych (którzy w dodatku w przeciwieństwie do polityków w ogóle nie potrafią ustawić się do zdjęcia). Bywa też odwrotnie – minister cichutko duma z obowiązku nad zwłokami z wypadku, a obok ktoś, kto właśnie kogoś stracił, krzyczy z rozpaczy.
Więcej...

Gdzie, a jakże, nie zabraknie pięknej księżniczki, chętnej do obdarzenia swoimi wdziękami każdego, kto tylko wyzwoli ją z konieczności poddania się reżimowi najeźdźcy i wymuszonemu małżeństwu. Brzmi znajomo? Oglądaliśmy już takie motywy po wielokroć, zawsze takie same, czasami tylko opakowane w mniej efektowną wizualnie otoczkę.
Więcej...